sobota, 25 maja 2013

Mędralowa 1169m

W poniedziałek, 20 maja 2013, wybrałam się w Beskid Żywiecki. Pasmo Mędralowej.



Na początku planowałam trasę z Koszarawy na Jałowiec, następnie Beskidek, Halę Kamińskiego, Mędralową i zejście zielonym szlakiem przez Jaworzynę do Przyborowa. Fajna widokowa trasa - zarówno na Jałowcu jak i Hali Kamińskiego już byłam dwa lata temu.
Niestety połączenia autobusowo-pociągowe nie pasowały i nijak nie dało się tego zaplanować na jeden dzień. Mogłybyśmy ryzykować tą trasę z godzinnym marginesem czasu, ale zawsze jest duża szansa, że się człowiek zgubi, straci na chwilę szlak z oczu - i już jest problem. Zresztą jestem zdania, że robienie tras na szybko, żeby tylko coś zaliczyć i lecieć całą drogę na złamanie karku, bo może uciec ostatni autobus - jest do niczego. W góry jadę odpocząć psychicznie, a nie stresować się, że nie zdążę na ostatni pociąg. Odpadała też ewentualność noclegu, ze względu na zajęcia na uczelni, kolejnego dnia.

Ostatecznie stanęło na tym, że idziemy i wracamy tym samym szlakiem, tylko do Mędralowej, ze strony Przyborowa. Szczegóły w tabelce:

Schemat szlaku i profil terenu:


Całkowite przewyższenie - 700 metrów, to dość dużo. O ile wchodząc jakoś tego nie czułyśmy, tak przy schodzeniu trochę stawy biodrowe bolały;)

Od początku.. pobudka przed godziną 3:00. Prysznic, żeby się obudzić, kawa, śniadanie, dopakowanie plecaka i w drogę - 2km spacerkiem na dworzec, skąd autobusem ruszyłam w kierunku Katowic, w połowie trasy dosiadła się Kasia. W Katowicach wyścig z czasem - bo było tylko 10 minut na przejście z przystanku autobusowego na dworzec kolejowy, zakup biletu i dobiegnięcie na odpowiedni peron.
Miałam zaplanowane też wyjście awaryjne - Beskid Mały, Czupel - w razie gdyby autobus miał opóźnienie i nie udało się zdążyć na pociąg. Na szczęście z tej alternatywy korzystać nie musiałyśmy.

O godzinie 7:15 wysiadłyśmy na dworcu kolejowym w Żywcu.



 O 7:40 miałyśmy PKS do Przyborowa. Wysiadłyśmy na przystanku Przyborów Moczarki około 8:15.
I tutaj pierwsze rozczarowanie - bus powrotny do Żywca miał być o 17:20, a według jedynego rozkładu wiszącego na przystanku ostatni odjeżdżał o 15:17. Czyli 2 godziny mniej czasu - więc już na Halę Kamińskiego pozwolić sobie nie mogłyśmy.
Jak się jednak okazało już w drodze powrotnej, busik o 17:20 kursuje, tylko po prostu przewoźnik nie ma swojego rozkładu na przystanku. Szkoda, to duże utrudnienie dla turystów.


Bardzo urocza wieś, ten Przyborów. Fajne stare chałupki, niektóre jeszcze drewniane. Bardzo lubię takie klimaty i chętnie bym w takiej drewnianej chatce pomieszkała na wakacje. Mogłabym nawet krowy doić, karmić kury i plewić pole;) Jeśli kiedyś będę miała szansę wyprowadzić się z centrum aglomeracji śląskiej to zapewne na taka beskidzką wieś.




Początek szlaku zielonego i tabliczka wskazująca, że na Mędralową 2 godziny i 15 minut.



Po pierwszym, dość męczącym podejściu wąską, kamienistą ścieżką wśród zarośli i chaszczy doszłyśmy na szczyt o nazwie Czoło, wysokość 821m. Na szczycie znajduje się  murowana kapliczka.


Ze szczytu roztacza się panorama na odległe szczyty Beskidu Żywieckiego.

Wydaje mi się, że to Babia. Czy nie mam racji?





Poniżej jest osiedle domków na zboczu. 


Prognozy na ten dzień nie były przychylne, miał przelotnie padać deszcz, nawet miały być burze. Co jakiś czas nadchodziły ciemne chmury, ale do godziny 16 nie spadła ani kropla deszczu:) Było bardzo ciepło, dość duża wilgotność. Miało się wrażenie że to już połowa lipca, a nie maj.


 

 Na Czole posiedziałyśmy dłuższą chwilę i ruszyłysmy dalej w kierunku Miziowego Gronia, Kalików Gronia.



Bardzo ładne widoki po drodze. Soczysta wiosenna zieleń, jedyna taka w ciągu roku.






 


 



 Tuż za szczytem Jaworzyna 997m, zeszłyśmy na Przełęcz pod Małą Mędralową 952m, skąd ma Mędralową Zachodnią już tylko niecałe pół godziny.
Szlak prowadzi poniżej Małej Mędralowej, mijając ją z lewej strony.


W oddali widać piękne hale i malownicze ścieżki.


Tutaj rzut oka za siebie, widać szczyt Małej Mędralowej w lesie.


 

A przed nami wyłania się już Mędralowa Zachodnia.



Z Mędralowej Zachodniej na szczyt Mędralowej, zwany też Wielkim Jałowcem o wysokości 1169m około pół godziny marszu.
W połowie drogi szlak wychodzi na rozległą Halę Mędralową.




Szałas na Hali Mędralowej.



Poleżałyśmy na hali, odpoczełyśmy i  ruszyłyśmy dalej czerwonym szlakiem przygranicznym, szukać Mędralowej.



Zbliżenie na Jezioro Żywieckie, z Hali Mędralowej.


Jeszcze chwila leśną drogą i niedługo stajemy na szczycie Mędralowej:)


Jest :)



 Co ciekawe polskie i słowackie tabliczki stoją koło siebie, a jest między nimi różnica 19 metrów w oznaczeniach. Podobno są dwa wierzchołki wschodni i zachodni, oddzielone od siebie o 500m. Nie miałyśmy jednak czasu szukać, trzeba było zbierać się w podróż powrotną, żeby zdążyć na busik.










 Wracałyśmy dokładnie tym samym szlakiem, którym przyszłyśmy.
A mimo wszytko nie obyło się bez zgubienia szlaku ;) Choć może zgubienie to trochę za dużo powiedziane. Po prostu dwa razy z rozpędu poszłyśmy nie tam gdzie miałyśmy, prosto przed siebie, tracąc przez to ponad 40 minut.

Na przystanek w Przyborowie dotarłyśmy dosłownie 5 minut przed planowanym odjazdem busika do Żywca.
W Żywcu jeszcze godzina czekania na pociąg i około 17:30 byłyśmy w Katowicach.
Miałyśmy duże szczęście, że jednak zeszłyśmy o tej 15 z gór, a nie o 17. Nieco po 15 zaczęło ulewnie padać i grzmieć.

Jeszcze kilka zdjęć ze szlaku..













Dziękuję za uwagę, do kolejnej relacji.
Pozdrawiam:)

2 komentarze:

  1. No ładnie zielono, ale na moje pytania na g+ to już nie łaska odpowiedzieć! ? :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłem tam dzisiaj. Polskich oznaczeń szczytu nie znalazłem, te słowackie - prawdopodobnie - wskazują, że to nie Mędralowa tylko położony bardziej na wschód trójstyk Słowacji, i obu południowych województw. Zresztą ewidentnie dochodzi się do miejsca z tablicą idąc w dół. Zatem Mędralowa musiała być wcześniej. Tak mi tez zresztą pokazała zapisana trasa w aplikacji mapa-turystyczna.pl. Przed wejściem na Mędralową trzeba pokonać wiatrołomy dość solidnie pokrywające około 200 m szlaku. Do tego płaty śniegu, w którym dwukrotnie zapadłem się do pół uda. Męczące obchodzenie wiatrołomów. Na odcinku zielonego szlaku wiatr urywał łeb. Ale przynajmniej nie padało.

    OdpowiedzUsuń